&lt![CDATA[

Specjalny miniportal do udzielania zamówień w internecie oraz nowelizacja przepisów, która pozwoli udzielać zamówień poniżej progów unijnych bez użycia środków komunikacji elektronicznej. Takie kroki zapowiedział pod koniec ubiegłego tygodnia Urząd Zamówień Publicznych. Potwierdzają się tym samym obawy DGP, że docelowy system e-Zamówień nie będzie gotowy do października 2018 r., kiedy to powinna nastąpić elektronizacja zamówień publicznych. Co prawda 6 kwietnia zawarto umowę na stworzenie systemu, ale jednocześnie UZP zapowiada przygotowywanie alternatywnych rozwiązań.

W komunikacie UZP napisano, że przewidywane jest ryzyko, iż do 18 października 2018 r. pełne wdrożenie kompleksowego rozwiązania pozwalającego na profesjonalne i w pełni zautomatyzowane prowadzenie całego procesu udzielenia zamówienia publicznego łącznie z jego monitoringiem (wdrożenie centralnej Platformy e-Zamówień i Portali e-Usług) może okazać się niemożliwe. Dlatego podjęto działania zmierzające do udostępnienia przyjaznego i nieodpłatnego rozwiązania umożliwiającego komunikację elektroniczną między zamawiającym i wykonawcami. W szczególności elektroniczne składanie ofert i wniosków o dopuszczenie do udziału w postępowaniu oraz oświadczeń, w tym Jednolitego Europejskiego Dokumentu Zamówienia, w zgodzie z wymogami określonymi przez dyrektywy UE.

Będzie nowelizacja

Zdecydowana większość przetargów nie będzie na razie podlegać elektronizacji. UZP zapowiedział szybką nowelizację przepisów, która wyłączy spod tego obowiązku wszystkie postępowania poniżej progów unijnych. Można to zrobić, gdyż unijna dyrektywa 2014/24/UE w sprawie zamówień publicznych dotyczy wyłącznie zamówień powyżej progów unijnych. Tych zaś jest dużo mniej. W ubiegłym roku udzielono ich 22,5 tys., podczas gdy przetargów krajowych było ponad 113 tys. Te ostatnie zgodnie z przedstawionymi planami zmian w prawie będą mogły nadal toczyć się na papierze.

– Niestety na tym przykładzie widać, że polski ustawodawca działa na zasadzie „jakoś to będzie” i nie bierze pod uwagę realiów. Dla wielu było oczywiste, że nie zdążymy z elektronizacją zamówień, bo w ogóle mamy z nią spory problem. Tymczasem nasz ustawodawca optymistycznie założył, że będą jej podlegać wszystkie zamówienia – zauważa Grzegorz Wicik, radca prawny specjalizujący się w zamówieniach publicznych.

– Posłużę się przykładem Niemiec, które od co najmniej ośmiu lat mają centralny system do udzielania zamówień elektronicznych. A mimo tego, w przypadku przetargów poniżej progów unijnych, nie ma obowiązku, aby z niego korzystać. Pozostawiono to do wyboru zamawiającym – dodaje ekspert, zdecydowanie popierając zapowiedziane zmiany w prawie.

Zgodnie z zapowiedziami UZP mniejsze zamówienia będą mogły być nadal udzielane w papierowej formie do końca 2019 r. Po tym czasie także one przejdą do internetu.

Rozwiązanie tymczasowe

W przypadku zamówień o wartości przekraczającej progi unijne Polska, tak jak i pozostałe kraje UE, nie mają wyjścia. Zgodnie z dyrektywą w październiku muszą one przejść do sieci. Ponieważ docelowy system nie będzie działał, UZP wraz z Ministerstwem Przedsiębiorczości i Technologii oraz Ministerstwo Cyfryzacji przygotowują rozwiązanie tymczasowe, czyli wspomniany Miniportal e-Zamówienia. Będzie on się opierał na Biuletynie Zamówień Publicznych i usługach e-PUAP i umożliwiał przedsiębiorcom składanie ofert. Ma być ogólnodostępny, nieodpłatny i dedykowany tym zamawiającym, którzy nie mają własnych narzędzi elektronicznych do udzielania e-zamówień. Część administracji bowiem, nie czekając na państwowy portal, próbuje ratować się na własną rękę. Przykładowo minister sprawiedliwości wydał przed miesiącem zarządzenie, w którym upoważnił Sąd Apelacyjny w Krakowie do przeprowadzenia przetargu „na rozwiązanie informatyczne obejmujące funkcjonalności zapewniające obsługę procesu udzielania zamówień publicznych za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej”.

Wielu zamawiających nie będzie stać jednak na opłacenie komercyjnych platform, dlatego dla nich jedyną nadzieją jest zapowiadany Miniportal. Eksperci chwalą decyzję o jego przygotowaniu.

– To pozwoli na lepsze przygotowanie się małych zamawiających i wykonawców z rynku MŚP do tego zadania. Podobnie trzeba pochwalić zapowiedź planów budowy Miniportalu e-Zamówienia, jednak wydaje się, że oparcie tego rozwiązania o BZP i e-PUAP będzie musiało doprowadzić do zmiany wymagań rozporządzenia w sprawie użycia środków komunikacji elektronicznej – komentuje Adam Wiktorowski, prawnik i ekspert ds. zamówień publicznych.

– Pozostaje też pomijany problem wymagań dotyczących archiwizacji dokumentów elektronicznych nałożonych przez wspomniane rozporządzenie. Taka archiwizacja w stosunku do jednolitych europejskich dokumentów zamówienia powinna być prowadzona już od 18 kwietnia 2018 r., ale duża część zamawiających nie jest na to przygotowana. Dlatego też konieczne wydaje się opracowanie wytycznych, w szczególności dla małych zamawiających – dodaje.

Dla firm ubiegających się o zamówienia powyżej progów unijnych jest już ostatni moment na to, by zaopatrzyć się w kwalifikowany podpis elektroniczny. Już od 28 kwietnia 2018 r. będą musieli go bowiem używać do przesyłania Jednolitego Europejskiego Dokumentu Zamówienia. Od 18 kwietnia 2018 r. nie złożą bez niego oferty. Nie wszyscy uważają, że jest to niezbędne.

– Wydaje mi się, że niepotrzebnie mnożymy formalności. Znów posłużę się przykładem z Niemiec. Tam nie ma obowiązku używania elektronicznego podpisu kwalifikowanego. W Polsce też można by było zrezygnować z tego wymogu, korzystając z dokumentowej formy czynności prawnej, którą w 2016 r. wprowadzono do naszego kodeksu cywilnego – podpowiada Grzegorz Wicik. 

]]
Source: Gazeta prawna